
Władze Jeleniej Góry ogłosiły noworoczną wyprzedaż. Tanio można nabyć mieszkanie, lokal użytkowy, czy działkę. Niestety, już w poprzedniej kadencji PO sprzedała elektrociepłownię, więc biznesu życia raczej nie zrobimy.
Marcin Zawiła nazwał swój budżet "budżetem ambitnym". Ja nazwałbym go "budżetem ryzykownym". W sytuacji rozchwianego rynku i ryzyka rozpadu Strefy Euro, radosne machanie niebieską chorągiewką i kwieciste mowy mogą nie wystarczyć. Rozdęte plany wydatków nie bardzo mają pokrycie we wpływach. Nie trzeba być ekonomistą by to dostrzec. Wystarczy rozejrzeć się wokół: puste sklepy, nie wynajęte galerie handlowe, młodzi ludzie uciekający do Wrocławia i za granicę.
By zatkać dziurę w łajbie postanowiono wyprzedać resztę majątku. Dlatego co krok widzimy bannery oferujące miejskie nieruchomości. Niestety, to co pozostało, to zazwyczaj zdekapitalizowane, mało atrakcyjne obiekty, w nieciekawych lokalizacjach. Nic dziwnego, że Prezydentowi nie udało się osiągnąć zaplanowanego poziomu sprzedaży. Martwi mnie jednak co innego.
Zastanawiam się, co będzie, gdy któregoś dnia, sprzedamy ostatnie mieszkanie, ostatni lokal i ostatnią działkę? Skąd weźmiemy pieniądze na inwestycje, szkoły, pensje urzędników? Odpowiedź jest oczywista - z podatków i podniesienia wszystkich opłat, które miasto może podnieść. Zarżniemy więc do końca lokalny biznes, a życie mieszkańców uczynimy niezwykle drogim. Gdy sprzedaje się beztrosko jedyną miejską ciepłownię, firmę nie przynoszącą strat, trudno liczyć na inne rozwiązania. Miasto nie tworzy miejsc pracy, nie próbuje utrzymać komunalnych przedsiębiorstw. Chodzi jedynie o doczekanie następnych wyborów i liczenie, że Kaczyński znowu przerazi czymś Polaków.
Podobnie, jak wielu innych, miałem nadzieję, że Platforma zbuduje drugą Irlandię. Dynamiczną, nowoczesną gospodarkę z niskimi podatkami i przejrzystym systemem prawnym.Miała wszystko czego potrzebowała: czas, poparcie i możliwości. Niestety, obietnice okazały się kolejną, populistyczną papką, przeznaczoną tym razem dla "młodych, wykształconych, z dużych miast". Podobnie sytuacja wygląda i na naszym lokalnym podwórku, gdzie slajdy, toasty i poklepywanie po plecach, zastępują wizję, strategię i efektywne rozwiązania.
.jpg)