
Młodzi ludzie wyszli na ulice Jeleniej Góry w proteście przeciw ACTA. Nie nasłał ich Jarosław Kaczyński, ani Ojciec Dyrektor. Demonstranci nie mieli partyjnych legitymacji, gotowych transparentów, czy planu napisanego w Warszawie. Wyszli na ulicę, bo obawiają się o swoją wolność.
Dziś nie będę tubą PiS-u. Opowiem o czymś, co rodzi się samo. Bez "autorytetów moralnych" i jedynie słusznych poglądów. Z niezadowolenia, wściekłości, poczucia, że robią nas w ...
W Czerwonej Kotlinie dawno już nikt nie cisnął nawet zgniłym jajkiem w znienawidzoną gębę. Od lat jest poprawnie i spokojnie. Pisane przez copywiterow hasła, ustawione oklaski w odpowiednim momencie. Wczoraj jednak coś się stało. Młodzi ludzie, którzy na Facebooku zamieścili powiadomienie o akcji, wyszli na ulice polskich miast. Nikt im nie płacił, nikt nie kazał wyrazić swego niezadowolenia. Po prostu uznali, że tak trzeba.
Stefan Niesiołowski, rottweiler Platformy, nazwał ich "idiotami". Kancelaria Premiera Rady Ministrów usunęła 5.000 wpisów Internautów przeciwnych ACTA. Czy to jest wolność, czy początek dyktatury?
Niezależnie od tego, co sądzimy o ACTA, ważne jest coś innego. Pierwszy raz od dawna, młodzi ludzie wyrazili, co czują i myślą. Że nie są zmanipulowaną przez politycznych marketingowców masą, której jedynym zadaniem jest wrzucenie do urny głosu co cztery lata.
Dziś też ludzie w maskach byli pod Ratuszem. Nie widziałem tam Prezydenta, ani radnych PO. Widziałem policję i Straż Miejską. Ku czemu zmierzamy?
.jpg)