.
.
Korzystając z wolnego czasu postanowiłem sięgnąć po książkę Andrzeja Stasiuka "Dziennik pisany później". To kolejny zbiór reportaży opisujących podróże autora. Tym razem po Bałkanach.
Książka rozczarowuje. 165 stron o wymiarach małego albumu zawiera niewiele treści. Więcej tam marginesów, niż liter, w efekcie za 39,90,- dostajemy w połowie puste kartki. Sam styl też nie zachwyca: "Betonowe, kanciaste centrum wypełniał duszny upał. Taryfiarze pod dworcem coś wykrzykiwali, chwytali bagaże i ciągnęli do swoich rzęchów. Powiedziałem im, żeby wypierdalali." - i dalej w podobnym stylu. Zdania są krótkie i ubogie, chronologia wydarzeń porwana i nieskładna. Coś, co zastosowane w powieści może uchodzić za oryginalność, w przypadku reportażu jest warsztatowym błędem. Czytelnik gubi się i zastanawia o czym w zasadzie pisze autor. Złego wrażenia nie jest w stanie zmienić nawet ostatni rozdział, powtarzający myśli znane z poprzednich książek i nie pasujący do całości.
Ci, którzy cenią Andrzeja Stasiuka za głębię przemyśleń i świetnie budowane zdania uznają, że kończy się jako pisarz. Moim zdaniem jest to efekt pomieszania pisania z działalnością wydawniczą. Będąc współwłaścicielem wydawnictwa Czarne może bezkrytycznie wypuszczać na rynek nawet zupełne gnioty. Powieści sprzedają się dziś kiepsko, reportaże nieźle. W efekcie mamy Stasiuka reportera. Niestety słabego.
Jako, że człowiek musi coś jeść i płacić rachunki, przed nami zapewne wiele podobnych "dzieł". Zanim wierni fani całkiem się zniechęcą, marka dawnego buntownika pozwoli jeszcze przez jakiś czas utrzymać sprzedaż na względnym poziomie. Andrzej Stasiuk fascynuje się obecnie Rosją. Czy w promocyjnej cenie 99,90,- kupimy niebawem kilkusetstronicowy opis podroży Koleją Transsyberyjską?: "Czwarty dzień podróży. Śnieg za oknem. Piję. Przyszedł konduktor. Kazałem mu wypierdalać..." Oby nie.
podobne teksty
.
.
.
Korzystając z wolnego czasu postanowiłem sięgnąć po książkę Andrzeja Stasiuka "Dziennik pisany później". To kolejny zbiór reportaży opisujących podróże autora. Tym razem po Bałkanach.
Książka rozczarowuje. 165 stron o wymiarach małego albumu zawiera niewiele treści. Więcej tam marginesów, niż liter, w efekcie za 39,90,- dostajemy w połowie puste kartki. Sam styl też nie zachwyca: "Betonowe, kanciaste centrum wypełniał duszny upał. Taryfiarze pod dworcem coś wykrzykiwali, chwytali bagaże i ciągnęli do swoich rzęchów. Powiedziałem im, żeby wypierdalali." - i dalej w podobnym stylu. Zdania są krótkie i ubogie, chronologia wydarzeń porwana i nieskładna. Coś, co zastosowane w powieści może uchodzić za oryginalność, w przypadku reportażu jest warsztatowym błędem. Czytelnik gubi się i zastanawia o czym w zasadzie pisze autor. Złego wrażenia nie jest w stanie zmienić nawet ostatni rozdział, powtarzający myśli znane z poprzednich książek i nie pasujący do całości.
Ci, którzy cenią Andrzeja Stasiuka za głębię przemyśleń i świetnie budowane zdania uznają, że kończy się jako pisarz. Moim zdaniem jest to efekt pomieszania pisania z działalnością wydawniczą. Będąc współwłaścicielem wydawnictwa Czarne może bezkrytycznie wypuszczać na rynek nawet zupełne gnioty. Powieści sprzedają się dziś kiepsko, reportaże nieźle. W efekcie mamy Stasiuka reportera. Niestety słabego.
Jako, że człowiek musi coś jeść i płacić rachunki, przed nami zapewne wiele podobnych "dzieł". Zanim wierni fani całkiem się zniechęcą, marka dawnego buntownika pozwoli jeszcze przez jakiś czas utrzymać sprzedaż na względnym poziomie. Andrzej Stasiuk fascynuje się obecnie Rosją. Czy w promocyjnej cenie 99,90,- kupimy niebawem kilkusetstronicowy opis podroży Koleją Transsyberyjską?: "Czwarty dzień podróży. Śnieg za oknem. Piję. Przyszedł konduktor. Kazałem mu wypierdalać..." Oby nie.
podobne teksty
.
.
.jpg)