.
.
Rządowy program aktywizacji zawodowej osób po 50-tym roku życia okazał się totalną klapą - przyznaje Jan Krzysztof Bielecki. Bezrobocie po 50-tce wynosi ponad 20%. Podniesienie wieku emerytalnego spowoduje, że tysiące starszych osób wyląduje na bruku, nie mogąc sprostać konkurencji ze strony młodszych, lepiej wykształconych pokoleń. Tymczasem w budżecie nie ma środków ani na zasiłki, ani na wcześniejsze emerytury.
Coś się mocno porąbało w naszej Ojczyźnie. Lewica, zamiast bić na alarm z powodu ubożenia społeczeństwa, wdzięczy się do gejów i zajmuje legalizacją marychy. Zupełnie, jakbyśmy byli dostatnim krajem, gdzie największym zmartwieniem obywatela jest wybór pomiędzy Mercedesem, a BMW. Tymczasem przyszłość nie wygląda różowo.
Jan Krzysztof Bielecki odsłonił bardzo ważny problem. Podniesienie wieku emerytalnego spowoduje większą konkurencję na rynku pracy. Już dziś na Dolnym Śląsku uruchamiane są programy zachęcające pracodawców do zatrudniania osób po czterdziestce, bo utrata pracy w tym wieku oznacza często wieloletnie bezrobocie. Nie wiem, jak rząd zamierza więc sobie poradzić z bezrobotnymi sześćdziesięciolatkami, skoro już czterdziestolatkowie nie mogą znaleźć pracy.
Zasiłek dla bezrobotnych można brać maksymalnie 18 miesięcy. Potem musimy radzić sobie sami. W świecie, gdzie ilość informacji podwaja się co roku, starsi ludzie nie mają szans. Niczym Titanic z pijaną załogą i grającą wesoło orkiestrą zmierzamy ku górze lodowej. Nie ma żadnej wizji, żadnego sposobu wyjścia z matni. Wciąż powtarza nam się te same bajki o rosnącej konsumpcji. Konsumpcja rośnie, podczas gdy dochody spadają... Ekonomiczny cud? - Nie, kredyty.
Poziom zadłużenia nigdy w historii ekonomii nie był tak wysoki. Jedynym sposobem na utrzymanie płynności systemu jest dodrukowanie przez rząd pieniędzy, a to oznacza inflację. Pamiętam ją doskonale z studenckich lat 90-tych, gdy codziennie cena chleba była wyższa. Ludzie tracili oszczędności całego życia, plajtowały firmy. Dla wielu polskich rodzin ten okres kojarzy się z najgorszym koszmarem.
Szczerze mówiąc boję się przyszłości. Bezrobocia, inflacji i gospodarczej zapaści. Nie widzę też nikogo, kto potrafiłby coś więcej niż tylko uczenie kłapać dziobem przed kamerą. "Rząd się wyżywi" - stwierdził kiedyś Jerzy Urban. I dziś ci biorący wielotysięczne rządowe i samorządowe pensje nie muszą niczego się obawiać. Może tylko zamienią błyszczące limuzyny na opancerzone, a wokół swoich rezydencji rozciągną kolczasty drut po napięciem. Bo spokojnie na pewno nie będzie.
.
Rządowy program aktywizacji zawodowej osób po 50-tym roku życia okazał się totalną klapą - przyznaje Jan Krzysztof Bielecki. Bezrobocie po 50-tce wynosi ponad 20%. Podniesienie wieku emerytalnego spowoduje, że tysiące starszych osób wyląduje na bruku, nie mogąc sprostać konkurencji ze strony młodszych, lepiej wykształconych pokoleń. Tymczasem w budżecie nie ma środków ani na zasiłki, ani na wcześniejsze emerytury.
Coś się mocno porąbało w naszej Ojczyźnie. Lewica, zamiast bić na alarm z powodu ubożenia społeczeństwa, wdzięczy się do gejów i zajmuje legalizacją marychy. Zupełnie, jakbyśmy byli dostatnim krajem, gdzie największym zmartwieniem obywatela jest wybór pomiędzy Mercedesem, a BMW. Tymczasem przyszłość nie wygląda różowo.
Jan Krzysztof Bielecki odsłonił bardzo ważny problem. Podniesienie wieku emerytalnego spowoduje większą konkurencję na rynku pracy. Już dziś na Dolnym Śląsku uruchamiane są programy zachęcające pracodawców do zatrudniania osób po czterdziestce, bo utrata pracy w tym wieku oznacza często wieloletnie bezrobocie. Nie wiem, jak rząd zamierza więc sobie poradzić z bezrobotnymi sześćdziesięciolatkami, skoro już czterdziestolatkowie nie mogą znaleźć pracy.
Zasiłek dla bezrobotnych można brać maksymalnie 18 miesięcy. Potem musimy radzić sobie sami. W świecie, gdzie ilość informacji podwaja się co roku, starsi ludzie nie mają szans. Niczym Titanic z pijaną załogą i grającą wesoło orkiestrą zmierzamy ku górze lodowej. Nie ma żadnej wizji, żadnego sposobu wyjścia z matni. Wciąż powtarza nam się te same bajki o rosnącej konsumpcji. Konsumpcja rośnie, podczas gdy dochody spadają... Ekonomiczny cud? - Nie, kredyty.
Poziom zadłużenia nigdy w historii ekonomii nie był tak wysoki. Jedynym sposobem na utrzymanie płynności systemu jest dodrukowanie przez rząd pieniędzy, a to oznacza inflację. Pamiętam ją doskonale z studenckich lat 90-tych, gdy codziennie cena chleba była wyższa. Ludzie tracili oszczędności całego życia, plajtowały firmy. Dla wielu polskich rodzin ten okres kojarzy się z najgorszym koszmarem.
Szczerze mówiąc boję się przyszłości. Bezrobocia, inflacji i gospodarczej zapaści. Nie widzę też nikogo, kto potrafiłby coś więcej niż tylko uczenie kłapać dziobem przed kamerą. "Rząd się wyżywi" - stwierdził kiedyś Jerzy Urban. I dziś ci biorący wielotysięczne rządowe i samorządowe pensje nie muszą niczego się obawiać. Może tylko zamienią błyszczące limuzyny na opancerzone, a wokół swoich rezydencji rozciągną kolczasty drut po napięciem. Bo spokojnie na pewno nie będzie.
.jpg)