.
.
W tych wyborach po raz pierwszy zaatakowano otwarcie Kościół Katolicki. Tomasz Nałęcz - doradca Prezydenta Komorowskiego, mówi, że drący Biblię Nergal to miły, życzliwy człowiek, Palikot fotografuje się podczas sesji dla Newsweeka w pozach ukrzyżowanego Chrystusa, SLD chce zakazu wieszania krzyży i uchylenia art. 196 kk dotyczącego obrazy uczuć religijnych.
Nie wiem skąd ten nagły przypływ agresji. Do tej pory wszystkie partie w okresie wyborczym zabiegały o względy Kościoła i nawet najzajadliwsi ateusze pojawiali się na wszystkich kościelnych uroczystościach. Kazimierz Sas, przewodniczący SLD w Krakowie twierdził: „W SLD mamy 80-90 procent praktykujących katolików”, a były przewodniczący SLD Wojciech Olejniczak deklarował się, że jest praktykującym chrześcijaninem. Tym razem okazało się, że najbardziej prześladowaną mniejszością w Polsce są niewierzący i każdy prawdziwy Europejczyk powinien ruszyć im na ratunek.
Polski katolicyzm, jaki jest - wszyscy wiemy. Mamy i ludzi głęboko uduchowionych, mamy i "wierzących niepraktykujących", którzy swoją religijność ograniczają do chrzcin, ślubu i pogrzebu. Kościół Katolicki jest jednak elementem narodowej tożsamości i nie sposób oddzielić go od tego, co uznajemy za naszą tradycję. Przez wieki był ostoją polskości, polskiej mowy i patriotyzmu. Nie raz przyszło księżom zapłacić za to najwyższą cenę.
Pomimo apolityczności Kościoła o jego przyjaźń zawsze zabiegały ugrupowania prawicowe, upatrujące w nim źródła wyższego ładu moralnego. Ugrupowania lewicowe, odwołujące się do najniższych szczebli drabiny społecznej, widziały w Kościele klasowego wroga, ostoję ciemnoty i zabobonu. Zazdrościły mu władzy i wpływów. Dlatego wszystkie rządy socjalistyczne walczą z religią i próbują zniszczyć, choć wykorzystują ją w celach koniunkturalnych, by przyciągnąć katolicki elektorat.
I dziś, dla paru głosów małolatów cynicznie uderza się w serce polskiej duchowości. Żąda się prawnego przyzwolenia dla lżenia czyjejś wiary, lansuje się homoseksualizm i chce się zrównania go z rodziną. Być może za parę lat za wyraz "rodzicielskiej wolnej miłości" uzna się kazirodztwo, bo przecież współczesna antykoncepcja zapobiegnie rodzeniu genetycznych potworów. Bo niby dlaczego nie? "Rób co chcesz - Boga nie ma!" Dla mnie to wszystko syndrom moralnego upadku naszej cywilizacji. Przepaści, nad brzeg której niczym ślepe krety, wędrujemy pod sztandarami lewicy.
Bunt przeciw wszelkim normom, właściwy młodym ludziom, jest normalny. Z czasem zaczynamy jednak dostrzegać, że normy zostały ustanowione, by żyło nam się łatwiej. Zakazujemy seksu dzieciakom, nie dlatego, by bawić się w Inkwizycję, ale by zapobiec sytuacji, gdy niedojrzali ludzie stają się rodzicami. Zwalczamy satanizm, bo afirmuje zło i egoizm. Nie popieramy kradzieży, bo znamy gorzki smak, gdy nas samych okradziono. Nie szydzimy z modlitwy, bo i my, w chwili bez nadziei, być może zawołamy kiedyś do Boga, który będzie tą ostatnią szansą, której nie dali już ludzie.
Myślę, że Polska jest wystarczająco dużym krajem, by pomieścić i katolików, i protestantów, i prawosławnych, ateistów i agnostyków. Możemy żyć obok szanując swoje przekonania, nie drwiąc i nie narzucając własnego światopoglądu. Bo w gruncie rzeczy nie chodzi o prawne zapisy, ale o zwykłą kulturę i takt, których w politycznej debacie jest coraz mniej.
.
W tych wyborach po raz pierwszy zaatakowano otwarcie Kościół Katolicki. Tomasz Nałęcz - doradca Prezydenta Komorowskiego, mówi, że drący Biblię Nergal to miły, życzliwy człowiek, Palikot fotografuje się podczas sesji dla Newsweeka w pozach ukrzyżowanego Chrystusa, SLD chce zakazu wieszania krzyży i uchylenia art. 196 kk dotyczącego obrazy uczuć religijnych.
Nie wiem skąd ten nagły przypływ agresji. Do tej pory wszystkie partie w okresie wyborczym zabiegały o względy Kościoła i nawet najzajadliwsi ateusze pojawiali się na wszystkich kościelnych uroczystościach. Kazimierz Sas, przewodniczący SLD w Krakowie twierdził: „W SLD mamy 80-90 procent praktykujących katolików”, a były przewodniczący SLD Wojciech Olejniczak deklarował się, że jest praktykującym chrześcijaninem. Tym razem okazało się, że najbardziej prześladowaną mniejszością w Polsce są niewierzący i każdy prawdziwy Europejczyk powinien ruszyć im na ratunek.
Polski katolicyzm, jaki jest - wszyscy wiemy. Mamy i ludzi głęboko uduchowionych, mamy i "wierzących niepraktykujących", którzy swoją religijność ograniczają do chrzcin, ślubu i pogrzebu. Kościół Katolicki jest jednak elementem narodowej tożsamości i nie sposób oddzielić go od tego, co uznajemy za naszą tradycję. Przez wieki był ostoją polskości, polskiej mowy i patriotyzmu. Nie raz przyszło księżom zapłacić za to najwyższą cenę.
Pomimo apolityczności Kościoła o jego przyjaźń zawsze zabiegały ugrupowania prawicowe, upatrujące w nim źródła wyższego ładu moralnego. Ugrupowania lewicowe, odwołujące się do najniższych szczebli drabiny społecznej, widziały w Kościele klasowego wroga, ostoję ciemnoty i zabobonu. Zazdrościły mu władzy i wpływów. Dlatego wszystkie rządy socjalistyczne walczą z religią i próbują zniszczyć, choć wykorzystują ją w celach koniunkturalnych, by przyciągnąć katolicki elektorat.
I dziś, dla paru głosów małolatów cynicznie uderza się w serce polskiej duchowości. Żąda się prawnego przyzwolenia dla lżenia czyjejś wiary, lansuje się homoseksualizm i chce się zrównania go z rodziną. Być może za parę lat za wyraz "rodzicielskiej wolnej miłości" uzna się kazirodztwo, bo przecież współczesna antykoncepcja zapobiegnie rodzeniu genetycznych potworów. Bo niby dlaczego nie? "Rób co chcesz - Boga nie ma!" Dla mnie to wszystko syndrom moralnego upadku naszej cywilizacji. Przepaści, nad brzeg której niczym ślepe krety, wędrujemy pod sztandarami lewicy.
Bunt przeciw wszelkim normom, właściwy młodym ludziom, jest normalny. Z czasem zaczynamy jednak dostrzegać, że normy zostały ustanowione, by żyło nam się łatwiej. Zakazujemy seksu dzieciakom, nie dlatego, by bawić się w Inkwizycję, ale by zapobiec sytuacji, gdy niedojrzali ludzie stają się rodzicami. Zwalczamy satanizm, bo afirmuje zło i egoizm. Nie popieramy kradzieży, bo znamy gorzki smak, gdy nas samych okradziono. Nie szydzimy z modlitwy, bo i my, w chwili bez nadziei, być może zawołamy kiedyś do Boga, który będzie tą ostatnią szansą, której nie dali już ludzie.
Myślę, że Polska jest wystarczająco dużym krajem, by pomieścić i katolików, i protestantów, i prawosławnych, ateistów i agnostyków. Możemy żyć obok szanując swoje przekonania, nie drwiąc i nie narzucając własnego światopoglądu. Bo w gruncie rzeczy nie chodzi o prawne zapisy, ale o zwykłą kulturę i takt, których w politycznej debacie jest coraz mniej.
.jpg)